Przyjeżdża do mnie zza siedmiu gór i mórz
Ta, co leczyła, ta co rodziła
Mnie przez cały dzień zbyt ciepły, żeby żyć
Ta, co wręczała pierwszy dyplom
Do rąk niewłasnych
A w system ubrany zachowań właściwych
Pierwsza dama
Ostatnia z żyjących
Nadchodzi z falą
Z drugiego końca morza
Jej muszla Afrodyty już pusta
Po pauzie,
Ma wielkie i pełne uczuć ręce
Słowa, co jak z jądra Ziemi
Ustokrotniają rzeczywistość w głowie
Czyszczą Poza Głowy
Do cna i w każdej komórce szarych historii
Mojej i jej historii podobieństw i różnic
Papilarnych
Stają się wreszcie prawdziwe, po remoncie,
w miejscu mięśnia sercowego,
Tam, gdzie biegnę, gdzie żyję,
Gdzie krew moja biegnie,
Ona zwalnia,
Nogi ostrożne i słabe, silnie się ziemi trzymają
Spajają czas, umarłych przodków,
Vanitas nieuniknione,
co zagląda w jej piersi,
w policzki zagląda i skroń -
- Przyjeżdża
I to będzie dzień, w którym poprawię na
dworcu koszulę, a w domu stół obrusem
nakryję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz