wtorek, 28 sierpnia 2018

Zastygłe

Nasze rozmowy przebiegają ostatnio płynnie, gładko, bezboleśnie. Używamy prostych zdań, nasze zamiary też są proste. Posługujemy się językiem, w którym każde ze słów ma jednoznaczne, uporządkowane znaczenie. Kawa jest kawą, niczym więcej. Podaj oznacza, że mam coś podać czy też on ma mi coś podać. Co tam? W porządku. Jak miął dzień? Okej. Krótko dziś spałem. Aha.

W wyobraźni, tym czasem, stoję w wielkim, przestronnym pomieszczeniu. Przed lustrem, odwrócony do niego plecami, lekko obracam głowę za siebie, jakby ktoś za mną stał lub jakbym odwracał się za kimś na ulicy. Moje nogi trochę drżą, mrowienie zaczyna się u stóp, kończy wysoko na udach. Przyczyna tkwi z pewnością w wysokich obcasach, którym muszę dziś sprostać, może też jutro i w ciągu kilku następnych dni. Chciałabym wyglądać przystępnie, choć wciąż z klasą, niewymuszonym szykiem i gracją od niechcenia. Mogłabym przyciągać spojrzenia samym tylko opuszczeniem głowy w dół, w kierunku szyi i zabudowanego tkaniną dekoltu. Gdyby ktoś się teraz pojawił obok, zastałby dziewczynę, która tęskni za wielkim światem, jest prostą i dobroduszną kobietą, czyta Vogue'a i zasypia o świcie w wieczorowych kreacjach, w swojej i nie-swojej pościeli.

Kończymy kolejną rozmowę, każde z z nas idzie do siebie, wraca do siebie. A ja chodzę później po wszystkich pomieszczeniach, znajdując w nich kolejne poszlaki. Zastygłe.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz