środa, 9 listopada 2016

powrót

składam się z kawałków
zbieram je wszystkie po was
dama z łasiczką
jego buszujące w zbożu włosy
i okna w mieszkaniu szeroko zamknięte
są nogi i skrzydła wybrakowane
anioły śpią na parapecie
albo w toalecie pod umywalką
świat ma twarz dzikiego chłopca
który marzy by marzenia utopić
w tej jednej jedynej butelce
w echu odbitym od ściany
w łóżku bez pościeli
albo na balkonie gdzie stoisz i tracisz wiarę
enter
jeszcze o jeden wers za mało
żeby pojąć dłoń żeby pojąć starość żeby pojąć wieczny taniec na jawie
są jeszcze matki
matki zawsze były
odkładasz je po prostu na później
słuchawkę odkładasz
ojcowie
tych zapinasz na prawie przedostatni guzik marynarki
i idziesz
ojcowie matki iloraz iloczyn
wszystkich gęsich skórek i fioletowych ust
ty versus galopujące przed siebie stado na zebrze
walczysz z fontanną ścianą bilboardem
to co pomaga jest w zasięgu paczki kieszeni pustego kościoła
znów nogi się plączą
słowa zszywasz doklejasz i mocujesz
to będzie potężna broń masowego rażenia
oblężenie rozrzuconych długopisów skarpetek papierosów książek
twój bunt
słowa
iloczyn
iloraz
enter


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz