czwartek, 17 listopada 2016

Słyszałeś, że Allen nie żyje?

Słyszałeś, że Allen nie żyje?
Zabiła go epoka,
Przemoczona gazeta,
Słyszałeś?
Stałem wtedy na balkonie,
To nie byłem ani ja, ani Julia.
Otuliłem się wtedy mocno kocem,
Potem spałem jak zabity.
Nie lubię jak wtyka mi się cudze słowa w usta,
Pcha do rąk zbrodnię i kłamstwo.
Spałem więc.
Czas nie był łaskawy.
Obrodził świat w drapacze chmur i kobiety o narysowanych brwiach od szklanki.
Rzadko padało.
Dni były raczej suche i obfite w granaty.
Ameryka pogodziła się z Rosją,
A w moim kraju ludzie przestali iść pod prąd.
Ludzie kochali się przez Internet, jedli przez Internet, rodzili się przez Internet.
Szury. Mrowisko. Szczury. Mrowisko.
Na prawdę nie wiem, kto był wtedy bardziej pożyteczny.
Ojcowie chodzili do pracy, albo spali.
Matki chodziły do pracy, albo spały.
Dzieci spały.
I tak dalej, dalej, dalej.
Pomiędzy przewróceniem się z jednego boku na drugi,
Ludzie polecieli na Marsa.
To było piękne,
Bo statek nigdy nie wrócił,
Kosmos dalej rządził się swoimi prawami,
Zrzucając na Ziemię grad, pył i meteoryty.
Zaczęto więc częściej doszukiwać się opatrzności bożej,
Modlić do zakurzonych proporczyków i omszałych pomników,
I zbierać w piwnicach cały dobytek.
Znów staliśmy się ciemni i głupi -
Na to też był wystawiony rachunek.
Kiedy wreszcie otworzyłem oczy,
Nie było nade mną sufitu.
Ciało pogodziło się z grawitacją.
W szwach pękało.
Ostatnie spojrzenie,
Uderzenie,
Potem świst,
I już nic.
Wreszcie nic.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz