środa, 19 października 2016

Słucha ostatnio szyfrów przez ścianę. Wychodzi tylko, kiedy musi. To dobry czas, myśli sobie. Czas na pielęgnację głowy i snów. Toporne i ciężkie kroki za drzwiami oznaczają, że wstał i idzie tu, żeby się kochać, albo powierzyć mu sekret, poprzez spalonego wspólnie na balkonie papierosa. Dźwięk tykającego czajnika elektrycznego to sygnał, że wstali, że włóczą się gdzieś po belkach pamiętających jeszcze dwie wojny, że przeszkadzają mu. Nie myje się. Myje go miasto, codziennie i lodowato, wrzeszczący tłum, kubeł zimnej wody, martwa rozedrgana nocą i alkoholem przestrzeń rąk i nóg, kubeł zimnej wody, rozmowy o samobójstwie społecznym, kubeł zimnej wody, pani zza lady, dwa kubły zimnej wody. Kolekcjonuje zapachy. Przemijanie. Zgniły kasztan, który pachnie. Niewykorzystany bilet do teatru sprzed roku. Co to wtedy było? Gdzie się wtedy było? Z kim? Sam, w pojedynkę? Wstaje czasami. Uderza się wtedy samodzielnie w twarz. Pięścią w brzuch. To pomaga. Uczucie, że żyje, że może jeszcze trawić ten bezsens świata, że jeszcze przed nim ta chwila, gdzie wyśnione klify i morze znajdą się tuż pod stopami. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz