ciało wstało
zmartwiało
zmizerniało
oczodoły
usta silą się na albo albo
pustka wypełnia dźwięki
poranki od a do z
za oknem nie mój scenariusz
boisz się samego wyjścia
bo ręce zapamiętają
chropowatość ścian
konary drzew
i że idziesz by iść
a nie iść by mieć
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz