poniedziałek, 26 października 2015

wychudłe ręce. padają na bruk. potem ciało, masochistyczna zabawka wypchana po brzegi sznurem żył i więzadeł, roztrzaskuje się nieprzyjaźnie o urywek nocy. nie piłem. nie paliłem. nie zanurzałem się w mroczne projekcje i scenariusz nas. po prostu chciałem być nie widoczny, piszę, rozdrapuję, myślę. zabrakło w tym wszystkim szwajcarii, zabrakło neutralnej pruderii, spadochronu ze słów. lądowanie na niestrawnym gruncie. żebra, kości, cały szkielet, to nic. nawet nie boisz się już o moją głowę. idziemy dalej. nie zbieram się jak ostatnio. pieprzona virginia.
a później wpadnę ich odwiedzić. będziemy palić papierosy, studiować jej obrazy, a przyszłość na płótnie będzie iloczynem jej płaczu, szaleństw, wzajemnej eksplikacji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz