Czas, kiedy oczekuję od moich myśli i palców więcej. Przyjemne wibracje spod klawiatury, to znak, że sprzyja mi pora i żałość spod koszuli. Oddycham z ulgą, bo brak ulgi, ona nazwała by ją gulką, rodzi słowa, liryczne zadość uczynienie, a słowa niwelują poczucie bezsensu.
W dzisiejszych czasach ludzie nie wiedzą nawet, czym jest rzeka. Nie znają jej prądu, głębokości, ujścia, czy też początku. Mówią, chodźmy nad rzekę, mówią by mówić, bo rzeka sama w sobie jest dla nich jednym ze znanych, zaprzyjaźnionych słów, które nie budzą grozy, ani zagrożenia. Kiedy myślę - rzeka - widzę ciało, którym przewraca i wyśmiewa ekwilibrystykę, jedno ze śmiesznych upodobań ludzkich, by utrzymać równowagę. Rzeka sama narzuca równowagę, rodzi się w niej i ginie tysiące istnień ważniejszych od istnienia nas, na przykład nad rzeką. Nasze istnienie opiera się wyłącznie na ciasnym i zakurzonym przekonaniu, że sens jest w słowie, a jego brak zagłusza, przytłacza, naznacza. Nie mówisz - nie istniejesz. Nie mówisz - nie masz więc nic do powiedzenie. Nie mówisz - ktoś odezwie się za ciebie. Rzeka porządkuje istnienie, przetrwanie w niej staje się więc warunkiem podstawowym, którego my nie znamy. No więc przetrwać - przetrwać gdzie? We własnym pokoju? W jego pokoju? W tłumie ludzi? Na przystanku tramwajowym? Albo kiedy wchodzisz do pomieszczenia, w którym już wszyscy wcześniej się znaleźli? Czynności, zachowania, sytuacje - odtworzone, przetworzone, znane i przede wszystkim wyświechtane. Historia nas zamknięta w pudełku. Zobrazowana przez powietrze, budynki, zaplanowaną wcześniej urbanistykę miasta. Rzeka uwalnia pytania. Pod jej powierzchnią grawitacja zostaje zachwiana, tak więc tonąc dostajesz wolność i jej brak. Wynurzając się na powierzchnię, przekraczasz kolejną powierzchnię, stan skupienia, w którym odległość od albo do nie istnieje. Tym czasem świat, który codziennie masz w zasięgu ręki, który popijasz w kubku od kawy, albo który fioletowo wypuszczasz z ust nie zmienia się, zmienia się wyłącznie twoje postrzeganie świata, obraz, czynności zostają niezachwiane.
Marcin wchodzi do rzeki, chciałbym napisać. Wchodzi by coś przemyśleć, czy może by zrujnować porządek w głowie. A może by zbadać wszystkie własne momenty zagrożenia, zachwiania równowagi, odrzucenia, braku zrozumienia. Tutaj rozciąga się czas, który oczekuje ode mnie czegoś konkretnego, próby dla samej próby istnienia, sensu, który uwolni sens.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz