stałem się
węższy
lżejszy
płowy
wyprane emocje schną w słońcu
jego noga
nieznajomy oddech
zapach
ręka gdzieś w moich włosach
to nie są już moje włosy i nigdy nimi nie będą
przed nami dwa bieguny
do odkrycia
przed nami nowe miasto
bez powietrza
żarówkowe światło prowokuje torsje
i modlitwy do wymyślnych bogów
wiara mieści się teraz na powierzchni dłoni
wchodzę do domu
mijam po drodze śmiejącą się matkę
jest jak dawniej
absurd powraca ochoczo
bezgłośnie
dom obracam w ruiny lekkie i niestrawne moje życie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz