przygarniam nas
rzucam w ramiona nieznanych
nie chwil a rozszczepów
kiedy ręce dobre nie wiedziały
kogo dotykają gdzie
brodzisz
w pościeli
znów bo ktoś obok ciebie
dzieli z tobą teraz sny
mnie mama nazywała kiedyś wiercipiętą
nie ma jej
świty stały się cięższe
jeszcze mniej nas tu jeszcze więcej obcych
słońca nie da się od tak i pstryk
kurzu też nikt nie zabierze nam z głów
wiesz że lato zwiastuje najgorsze
mam na myśli okno na końcu pokoju
zaprasza nęci złaknione wojny oczy
mam na myśli rewolucję po cichu
noszę ją w kieszeniach
za każdym razem
gdy mijasz mnie w myślach
mam ją w sobie
ty wiesz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz