nie czekam aż zbierzesz resztek mnie ze stołu
nie nauczono mnie czekać
neurony wysyłały do mojego mózgu informację teraz! natychmiast!
dlatego zostawiam nas przy stole
i zaszywam się w perłowej bieli prześcieradeł
w bezpiecznej parafrazie wyśnionego lęku
ty i te twoje skończone dłonie
pieszczące chropowatość drewna
spuszczam skrzydła
wiesz dobrze że sen dobiegł końca
nie pomogły ani twoje neurony
ani puls zza ściśniętego kołnierza
zostawiam nas
perłowe prześcieradła
tak dobrze zaprzęgnięte stany lękowe
już wiesz
ofiaruję nam pogoń
w złorzeczenie ciemnej nocy
listopad z którego utkany mam sweter
co roku ta sama śpiewka przerywasz mi gwałtownie
chcę żebyś otrząsnął się z melancholii
powietrzem się zachłysnął
nazwał uczucie które wygasło
zaprzyjaźnił się z miastem
wyszedł do ludzi
czerpię przyjemność ze smutku powiadam
cały nim spowity
sięgam niebezpiecznych płaszczyzn i pytajników
gdzie nie spotkamy się nawet u kresu dekady
nigdzie będziesz znów pomiędzy
nigdzie znowu będę ja
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz