czytam nas z uśmiechem na ustach. jeszcze kawa w kącikach ust, gdzieś za głową odgłos burzy. przekomarzam się sam ze sobą, na powrót obracając czarno-białe stopklatki w dłoniach, decydując ponownie o losie nas samych, sprzed kilku miesięcy. nie łatwo jest dbać jednocześnie o skórki od paznokci, przycinać je, gwałcić pilnikiem, o twój pełny brzuch i wypraną ze wszelkich brudności bieliznę. mam na myśli te wszystkie momenty, kiedy chcę gdzieś umrzeć pod kołdrą, wyrwać sobie z głowy wszystkie włosy, albo ponownie wrócić do Johna Lennona. uczę się o nas ze spojrzeń i myśli innych ludzi, starając zaczepić się innego punktu widzenia. wiem, na przykład, że lubisz pić kawę zawałową, najlepiej z 3-4 łyżeczek, koniecznie posłodzoną, trochę mleka. że lubisz jak liżę językiem twoje sutki, albo, że nie przepadasz za kuchnią meksykańską. zawsze jednak pozostanie ten niedosyt, ta chęć dowiedzenia się czegoś więcej o tobie, co przyciska mnie nieoczekiwanie do ściany, albo każe upuścić stos brudnych talerzy na podłogę. nie umiem wracać do początków, konstruuję moją głowę na nowo, zmuszam serce do zwiększonych obrotów, oczekuję od kwiatów doniczkowych, że nagle same się podleją, nie uschną. ty, zgarbiony i przygnieciony ostatnim pasmem niepowodzeń, wciąż stoisz, wciąż widzisz we mnie kochanka i przyjaciela, co utwierdza mnie w płowym przekonaniu, na jedną chociaż chwilę, że czas jest naszym sojusznikiem, ze sprzyja nam, rodzi na powrót uczucie.
jesienią kilkakrotnie popełniam samobójstwo. taki już jestem. za dużo czułości matki w dzieciństwie, za mało placów zabaw. nie zszedłem jeszcze z huśtawki. i krawata też jeszcze nie mam w pełni zawiązanego. coś pomiędzy, jeśli rozumiesz o co mi chodzi. staram się być dla ciebie ciepłym latem, leniwymi chwilami nad jeziorem, żebyś nie doszukiwał się już w moich oczach oznak szaleństwa.
jeden z lepszych Twoich tekstów. marnujesz się chowając to przed światem.. mam nadzieję, że prócz tego bloga dane jest to czytać innym.
OdpowiedzUsuń