wtorek, 22 października 2013

domino

Ostatnio udawał, że żyje. Niby coś robił, niby gdzieś się zawieruszał na kilka godzin, niby widywano go na ulicy, w sklepie, na przystanku autobusowym. Zmywał podłogi, przyrządzał obojgu obiad, wtulał się w niego w nocy. Miał na głowie istny bajzel, na policzkach jesień, a na lewym bucie dziurę. Sprawiał wrażenie człowieka szczęśliwego i spokojnego. Palił mniej i częściej się odzywał. I podobno już nie te dwie lewe ręce, co dawniej. W głębi duszy czuł narastający niepokój, z dnia na dzień coraz więcej wilków wpędzających go do ciemnego lasu na rozszarpanie, groteskowa Alicja dusząca rękoma białego królika, D. wyprowadzający go z równowagi przy byle okazji, głuche telefony od przyszłych pracodawców, więcej dziurek do zrobienia w skórzanym pasku, skrajne jaskrawości przed oczami, żółty, niebieski, ultramaryna, nibyladnia w snach, obrzydliwie zimne poranki, zewsząd zakłamanie miasta i architektury, bezpańskie koty.
Grał w domino. Im dłuższe stawały się płytki, które niezwykle precyzyjnie ustawiał obok siebie całymi godzinami, tym krótsze zdawało się być jego życie. Przewracając się jedna na drugą, czuł jak łamią się po kolei wszystkie jego kości, stawy, serca, wszechświaty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz