sobota, 12 października 2013
na czworaka
nienawidzę się z nim rozstawać. czuję się wtedy jak szafa bez ubrań. jak kot bez ogona. jak papieros bez zapalniczki. udaję, kiedy wyjeżdża, że wracam do porządku dziennego: sprzątam gruz pod paznokciami, gotuję obiady, nakładam skarpetki do pary. robię wszystko to, na co nie wystarczyłoby mi czasu podczas jego obecności. niby żyję. niby gdzieś chodzę. niby z kimś rozmawiam. niby z kimś sypiam. a jednocześnie wciąż staram się mu przypodobać, wyobrażam sobie, że stoi nade mną, albo tuż za moimi plecami. i stąd biorą się te wszystkie moje wizualne widzimisie: przedziałek, wyprasowana koszula, prosty, pachnący świeżością sweter. odkurzam na czworaka dywan, wyglądając jakbym miał za chwilę wyjść do teatru, albo na imprezę. gdzieś poza dom, a przecież ostatnimi czasy nie wychodzę z domu, lubię po prostu czekać, tkwić gdzieś w tym co przeminęło, dusić się spokojnie jego słodkim zapachem na kołnierzu ulubionej koszuli. i przede wszystkim czekać na jego prostą, piękną i nieskomplikowaną głowę.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
jakie piekne
OdpowiedzUsuń