dzisiaj wyłączyli nam prąd
widzę mojego ojca
lawirującego bezradnie
w stosie niezapłaconych faktur
śmiechu wartej kupie rachunków
stoję tutaj
pomiędzy stołem a uśpioną farmakologicznie lodówką
myślę sobie:
niech leci w świat
niech zapłaci za ten pierdolony prąd
ach ten mój niesforny tato
stopy
kaleczone przez bogu-winne kamienie
pode mną wyżyna nieszczęścia
a może śmiech rzucony w nicość
czuję jak
średniowiecze działa na moje skronie
i płaskie piersi
słyszę jak sprowadza
fałdy migdałowej sukni na ziemię
nie ma czasu na wyobraźnię
która powiodłaby mnie daleko od boga
i tłumu walecznych zalotników
zbieram się do wyjścia
papieros tli się jeszcze w szklance
mój ociec gubi tymczasem rozedrgane myśli
w dłoniach solidnych i mocnych
uciekam od nich
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz