brodzę w morzu płytkim jak wiara w cud
garnę się do ludzi
do ich domów, płynnego szczęścia i stóp
we własną pułapkę narkoleptycznych wizji
wpadam, nie bronię się, po uszy
obcy język, obca miłość,
często tak mam,
nie wybieram -
to mnie wybierają
i dziś, nie dziś
uderzam pięścią w stół
czas nie służy, czas złowrogi
składa mnie, łamie w pół
nie wierzę już oczom,
dłonie,
ostatni przyjaciel mój i wróg,
błądzą po twarzy,
spierzchniętych ustach,
zmartwionych skroniach,
czujesz,
że coś ucieka,
że sen a może już na jawie,
gonisz.
Cienie znikną, stój.
OdpowiedzUsuń