środa, 27 marca 2013
katarzynki
zatrzymuję czas się zatracam usta myśli rozum w kuflu piwa ach jak one się trzęsą jak drżą intensywnie kiedy próbuję odpalić kolejnego papierosa pożegnać się ze zdrowym rozsądkiem dłonie zanurzam nieprzytomnie w cudzych portfelach kieszeniach ramionach oni siedzą pomiędzy mną każde z głową odwróconą w przeciwną stronę potakują kołyszą nimi w takt zapomnianej mantry z głośników jej białe włosy w których gubię się co chwila pytam i błądzę w jej zamglonym wzroku brak odpowiedzi brak przytomności umiaru wysmakowanych słów błyskotliwych spostrzeżeń jego włosy w kolorze miedzi noga na nogę i siedzi rozdaje uśmiechy niby monarcha w koronie z dymu papierosowego pozdrawia tłumy miłośników samobójstwa i samotności tutaj teraz w przepełnionym po same kąty pubie czuję że z każdą kolejną minutą oddalam się od nich znikam z fotografii opowieści anegdot wspomnień jestem duchem przypominam jeszcze raz duchem który tańczy bo musi śpiewa bo tak wypada mówi to co mu na myśl przyjdzie bo kto niby usłyszałby ducha sekundy minuty godziny to bez znaczenia nieprzyjemne poczucie bezradności które teraz czujesz patrząc na mężczyznę siedzącego pod oknem on nie przyjdzie nie podejdzie nie zapyta jak masz na imię co tutaj robisz co przedstawiasz pędzlem na swoich obrazach jakie historie rysujesz kredką na powiekach i jaka muzyka najbardziej chwyta ciebie za serce zapiera dech w piersiach nie pozwala wstać z pościeli otworzyć okna przewietrzyć pokoju nadać twojej grzywce charakteru śmiać się do bladego świtu z rzeczy prostych i pięknych po mojej prawej z kolei cały w piegach i rumieńcach na twarzy chłopiec próbuje odtworzyć mój dawny charakter uratować mnie z osamotnienia poczucia winy turpistycznego spojrzenia na świat że wszystko w szarych spranych barwach że kiedyś umrę nie długo wiem na pewno że kości żebra wystające łopatki wory pod oczami a w nich toń przepaść i obłęd dzisiaj moi drodzy zabieram was w drzemiące szkielety kamieniczek pocztówkowe przedwojnie na ulicach w kinie nad wisłą strzepuję popiół z kołnierzy kolan zabieram piasek spod powiek dając w zamian melancholię zapomniane poczucie istnienia i sensu bawię się wami pociągam za sznurki już nie wiesz co jest prawdą a co wytworem potworem twojej wyobraźni manipuluję słowem uderzam nogą w parkiet jak w kalejdoskopie obrazy sprzed lat wysypuję z rękawa na blat gdzieś w uszach dobiega ciebie dźwięk tłuczonego szkła soczyste kurwamać sąsiada z naprzeciwka na szyldzie przed pubem ktoś nabazgrał krwią tutaj umiera się od otwarcia do ostatniego klienta nie przychodź tutaj ratuj się póki jeszcze możesz niestety oni nie wrócą do domu nad ranem podpowiada ci intuicja nie znajdą znajomych schodów drzwi i łóżka nikt również nie zatroszczy się o ich kruche i głodne miłości serca będziesz obserwował jak troszczą się o wszystkich dookoła wydając na siebie wyrok trzy słowa - pstryk - to już koniec
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz