D., jesteś moim osobistym polis.
kiedy mnie ciągną na manowce
rozterki pytajniki ucieczki w bezpieczne ja-podwórko
nie karz sobie czekać nie wahaj się pchnij
to leniwe i niezdarne serce
moich dłoni zimowych drzewa palczaste
potrzyj jak zapałki o siarczystych kropek freski
bądź moim jasnym panem
arcydziełem sztuki impresją wiekowym gramofonem
prowadź przez labirynt sprzeczności
mnie - zgubione szczenię zapuszczony ogród stajnię augiaszową
napraw przepalony zwój nerwowy
to co w głowie siedzi - co często się przygląda
nic nie powie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz