wczoraj znów umarłeś w moich dłoniach
pamiętam dokładnie:
stałem wtedy na przeciwko manekina
ubranego w nagość dwa litry wódki
i włosy całe w nieładzie brokacie tytoniu
w tamtej chwili
byłeś już tylko party trupem
same żebra skóra i kości
bobmy atomowe zamiast oczu
a w majtkach w myszki mickey
zrób mi jeszcze dobrze
kolejny raz
to jest drugi czwarty dziesiąty
umarłeś mi w dłoniach
już nawet nie w łóżku pościeli
twoja głowa
tak krucha i perłowa
jak czaszka wiewiórki
którą chowam w słoiku po kawie
albo wyschnięte bzy w wazonie
wyschniete od siedmiu lat
ostatni dzień nas
nad ranem
zastałem mojego kota
siedzącego w bezruchu na parapecie
był obojętny
tym razem nawet się na mnie nie spojrzał
wiedziałem że jesteś już napisami końcowymi
papierosem spalonym tylko do połowy
za ciasnym butem
odciskiem na wskazującym palcu
cieniem mężczyzny w którym się kiedyś zakochałem
przemykającym cicho do drzwi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz