Kokaina, kokaina...
Dramatyczny stoi przed lustrem. Wątłe i chude ciało chybocze się w takcie na raz dwa trzy, to do przodu, to do tyłu. Odbicie w zakurzonej tafli szkła zdaje się wołać: "Kurwamać, co ty znowu ze sobą zrobiłeś?". Koło bladych kikutów leżą suche i zniszczone włosy. Mózgoczaszka, zupełnie blada i biała, łysy księżyc, pęka od natłoku myśli. Myśli są wszędzie. Dramatyczny rzyga nimi. Dramatyczny chce się ich pozbyć. Dramatyczny chce w końcu wydusić to z siebie. Dramatyczny nie może. Nie potrafi pozbyć się wstydu.
Jego dłonie, plecy i tors przypominają pajęczą sieć. Sieć zaschniętej krwi. Dramatyczny pamięta jeszcze o niewygodnych i brutalnych dłoniach kochanka, które doprowadziły zeszłej nocy jego ciało do stanu wrzenia. Pamięta zapach spermy, którą mężczyzna chciał odznaczyć swoje chwilowe uniesienie erotyczne w jego ustach. Pamięta, że jęczał z bólu i było mu dobrze. Ból jest karą, a kara to masochistyczna rozkosz dla wygłodzonej głowy myśli. Dramatyczny powie, że kochankiem i sprawcą tych wszystkich zadrapań jest kot. I mama w to uwierzy. Ona lubi wierzyć w rzeczy nieprawdziwe. Wszystkie mamy wierzą w bajki.
Na samym dnie świadomości spoczywają ostatnie resztki trzeźwego myślenia. Myślenie boli i wprowadza ciało w nieprzyjemny taniec drgawek i niekontrolowanych konwulsji, dlatego Dramatyczny w akcie nieświadomej desperacji uderza czaszką o kant miednicy.
Krew, dużo przyjemnej krwi, staje się tylko wymówką i usprawiedliwieniem jego złych uczynków. Godności nie dostaje się ot tak, z powrotem, dlatego swoje, chcąc nie chcąc, musi Dramatyczny wycierpieć. Łazienka z zatrzaśniętymi drzwiami jest chyba idealnym miejscem do cierpienia. Gdyby tylko nie przeciekająca rura odpływowa, przeraźliwie głośnie kap-kap wydobywające się z kranu, i lament świętokrzyski jego sąsiadki z wanny piętro wyżej, sam akt pokuty i oczyszczenia, w brunatnej kałuży prawdy, byłby zdecydowanie łatwiejszy. Nikt jednak nie obiecywał, że będzie łatwo. Lajf is brutal and ful of zasadzkas. Nołbodyz perfekt. Low end pis.
Dramatyczny po raz ostatni zanurza się w oceanie własnej przeszłości. Musi zmierzyć się z ostatecznym. Oddzielić dobre dni od tych złych. Ludzi na całe życie od tych od jednej, nic nieznaczącej rozmowy gdzieś-tam i po-coś-tam. Stanąć na równe nogi. Zmyć z siebie brud kłamstw i niedomówień. Zacząć wszystko od początku. Na nowo. Jeszcze raz.
Tymczasem na stole, w pokoju obok, leży w małym woreczku białe czary-mary. Dramatyczny walczy ze swoimi słabościami i oporem jaki stawiają przed nim zamknięte drzwi. One more time, jak to się mówi, a potem koniec, zapominamy o tym na zawsze, ciche i małe delete na klawiaturze życia.
- I jak sobie radzisz?
- Walczę. Strach pokonuję paniką.
- Ale to bez sensu.
- Wszystko jest lepsze od strachu.
Od dzisiaj chyba zmienię pseudonim na Dramatyczny.
OdpowiedzUsuńfetysz to jednak fetysz. nie rozstawaj się z nim ;)
OdpowiedzUsuń