obserwuję ich z okna
jest wrzesień a w prawym rogu mojego parapetu
pająk uwił sobie dom
ja nie mam domu
spotykają się na ulicy
jeden z nich
wyższy i przystojniejszy
ma na głowie gąszcz bujnych loków
w których bez najmniejszych oporów
mógłbym zgubić usta moje i dłonie
nikt dawno nie dbał o moje dłonie
widzę jaką rozkosz
sprawia im te pięć minut rozmowy
są w biegu
prawie że w transie
to miasto - bezlitosny pożeracz czasu
nauczyło ich ciągłego spieszenia się
donikąd
czuję jak moje przemyślenia brną donikąd
na koniec
ten niższy i bardziej francuski
dotyka na pożegnanie jego pupy
po czym rozstają się szybko i gwałtownie
a w miejscu gdzie przecięły się ich ścieżki
pozostaje tlący się jeszcze papieros
za ścianą
słyszę jak sąsiadka
dostaje po raz kolejny w twarz
od oprawcy którego tak bardzo kocha
umieram
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz