czwartek, 18 sierpnia 2011

błahostki

Piszę do Ciebie prosto z Londynu

w garze warzywa
szczypta słonych łez
pieprzu i chilli by zaostrzyć smak nerwów
mleka kwaśnego pół szklanki
zamieszać w przeciwną stronę serca
i czekać
na wolnym ogniu niech się gotuje
aż krew ekspoduje w żyłach

przy stole czekam
obgryzając wszystkie nasze błahostki u rąk
wzolty i upadki wyrywając z głowy
za oknem deszczowo-depresyjny dzień
bębni głośno w szyby

na koniec wyłączyć ogień porażki
garnek zostawić na moment
niech wystygnie trochę
i odparuje z goryczy
podawać z rozsądkiem lub bez
albo zostawić przeszłość w pizdu
i zacząć wszystko od nowa

przy stole czekam
obgryzając wszystkie nasze błahostki u rąk...

2 komentarze:

  1. określenie 'w pizdu' trochę psuje nastrój wiersza, ale generalnie ciekawy pomysł i miło wrócić wspomnieniami do Londynu, z którego wczoraj się powróciło

    OdpowiedzUsuń
  2. kwaśnego mleka pół szklanki - interesujący smak

    OdpowiedzUsuń