Pakuje do duzego plecaka ze stelazem caly bagaz nowych doswiadczen i wspomnien. Na samo dno wedruja te, o ktorych istnieniu chcialbym jak najszybciej zapomniec. Gluchy telefon. Milczenie owiec. Jego rozgniewany glos. Mial byc slub, ksiaze z bajki obdarzony przez nature dlugim mieczem, ja-kura-domowa, beztrostkie i uslane rozami zycie, mysle sobie, zdejmujac z wieszakow koszule i swetry. A co jest? Wypadanie wlosow, z kazdym dniem mniej i mniej na wadze, no bo moj brzuch, podobnie jak serce, skorczyl sie od nikomu niepotrzebnych nerwow i jego tumiwisizmu. Starzeje sie w zastraszajacym tempie. Od srodka. Starzeja sie moje uczucia. Na ustach - gorzki smak porazki.
Pakuje do duzego plecaka ze stelazem caly bagaz nowych doswiadczen i wspomnien. Na samej gorze ukladam dokladnie i pieczolowicie te, ktore wprowadzaja mnie w blogi stan swiadomosci istnienia. Big Ben, szalone spacery z Moss i Aleksandra po Soho, Velentines Park, Hayley i jej dwojka kudlatych przyjaciol, tysiace zdjec, mezczyzna o ciemnych oczach z chicken baru...Jest i bedzie o czym pamietac do samego konca. Nie wiem jeszcze konca czego. Obroslem w nowy swiat, nowe spojrzenie na drugiego czlowieka, nowe marzenia, nowe slowa. Tak jakby ktos, pod wplywem kreatywnego myslenia i niekontrolowanych emocji, zaprogramowal moj umysl od poczatku.
Sa tez jednak powroty. Dobre i te destrukcyjne. Szczesliwe i te bolesne. Powoli wracam. Jestem juz w polowie drugi. Jedna noga w Londynie, druga juz w Polsce. Rozdarty i troche niepewny siebie, wracam. Nikt nie obiecywal love strory i happy endu. A jednak gleboko w srodku, czuje, ze moglem i powinienem byl temu zapobiec.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz