środa, 15 czerwca 2011

nierozsądek

W zasadzie chciałby napisać jak bardzo i spontanicznie się w nim zakochał. Mógłby, jeśli starczyłoby tylko czasu i wolnej chęci odbiorcy, opisać jak bardzo wyczekiwał jakichkolwiek wiadomości od niego, jak bardzo tęsknił i przeżywał w samym sercu swojego umysłu wszystkie wzloty i upadki ich związku. Związku na odległość...
Dzieliły ich setki kilometrów, wiek, zainteresowania, czy nawet upodobania muzyczne. Mimo to, myśląc o nim przed snem, prawie każdej nocy, dostawał gwałtownych drgawek i, wijąc się w erotycznym uniesieniu przez kilka godzin, pieścił intymne i erogenne sfery swojego ciała, wyobrażając sobie, że pieszczą je dłonie jego ukochanego. Nad ranem, kiedy pierwsze promienie wschodzącego słońca wpadały przez okna jego sypialni, zlany potem i cały w skrajnych emocjach, zapadał w końcu w głęboki sen.
Najbardziej zakochany był jednak w jego mózgu, który stanowił nieprzerywalne źródło informacji. Mózg jego ukochanego był wszystkim tym, o czym marzył przez całe życie. Skarbnicą wiedzy, niekończącym się zasobem nowych pomysłów i wielką skrzynią wyobraźni. Mózg tamtego mężczyzny był niezaprzeczalnie seksownym narzędziem, za pomocą którego jego właściciel dokonywał wielkich rzeczy, które niczym za pomocą skanera, były w znacznej części przechwytywane przez młodzieńca, wędrując głęboko w stan jego świadomości istnienia.
Gdyby kazał mu wsiąść w pierwszy-lepszy pociąg, przejechać nim ponad siedem godzin, żeby tylko powiedzieć mu, jak bardzo ładnie dzisiaj wygląda, młodzieniec uczyniłby to bez minuty wahania i zwątpienia. Serce, a nawet każda tkanka i komórka jego niespełna dwudziestoletniego ciała, zdawała się należeć do jego najdroższego. I pomimo tego, że była to zakazana miłość, bardzo niewygodna dla otoczenia i środowiska, w którym dorastali, on postanowił zaryzykować, w zasadzie już dawno temu osiągąjąc ten stan uczucia do drugiego człowieka, z którego nie ma już powrotu. Chciał z nim trwać, na dobre i na złe, kochać się dla świętego spokoju w miejscach odseparowanych od wścibskich spojrzeń i słów, paląc wspólne papierosy i śpiąc we spólnej pościeli. Chciał kochać intymnie i nieprzyzwoicie. Budzić go każdego dnia, czułymi słowami i pocałunkami doprowadzać do erekcji i niegrzecznych myśli...
Dlatego kiedy nastąpił pierwszy okres stagnacji w ich związku, pomyślał, że musi i będzie walczył o każde jego słowo, każdy włos na głowie, każdy przejaw uwagi, którą jego mężczyzna skupiał na nim już od tylu miesięcy. Stawał się lwem, który walczył do ostatniej kropli krwi i tchu, o swoje potomstwo, albo antylopę, która nieuważnie i nierozsądnie oddaliła się od swojego stada...

1 komentarz:

  1. Żegnaj, kokaina. Nie do źniesienia. Ból zazdrości. Brat zabił brata, bo mu zadzrośćił. I to jest chyba Piekło. Widzieć szczęście innego i mieć świadomość, że nigdy nie będzie u ciebie. Czytać to, jak podpatrywać w szczelinę coś świętego i pięknego. Żegnajcie piękne białe słowa. Idę. W swój Szeol.

    OdpowiedzUsuń