zapadam się w nicość
pusto-przestrzeń bez początku i końca
umarły czas który stanął w miejscu
to już nie ja
a głos co wydobywa się z czeluści krtani
świst - nieprzyjemny oddech z zaświatów
tak pokornie powędrowały moje kości
w drewniane pudło
tak pokornie nie sprzeciwiły się prawom grawitacji
widziałem jak stały nade mną
a ich spojrzenie szukało oparcia
w uschniętych liściach starego dębu
widziałem
szeptały do siebie wszystkimi językami świata
w takt odgłosów szpadli grabarza
ostatnie łzy westchnienia - potem
oddalające się kroki
nie było już nikogo
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz