zatracam się w nieprzygodzie
słyszę dźwięki nadzwyczajne
przenikam muzykę
czuję
słyszę
każdy jej element
rozkładam na części
niczym puzzle z kolorowej układanki
nad ranem opadam
w stan słodkiej nirwany
schizofrenicznej zabawy
flirtuję z czasem
nie złapiesz mnie
nie zobaczysz mnie nawet
idę po ziemi niczyjej
mijam po drodze
fioletowe drzewa
kałuże z papieru
zagubione kurtyzany
w morzu suchej trawy
martwych szczątków organicznych
bezdomnych słów
w trzynastej sekundzie
kokainowej podróży
w głąb siebie
powieki stają się cięższe
umysł wolniej pracuje
a ciało przeszywa dreszczyk emocji
oswajam się z innością
wyzwalając chude ciało
z ciężaru dnia powszedniego...
( 14. IV.09r. )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz