Będę światłoczuły
Światło to oblicze teraz
Tej jednej ulicy
Chodnika
Ludzi
Których chwytam - ja ćma - za rękaw
Klasyka milczenia
w tym dostatku architektury
Zdań rozpoczynanych od pardon
Jest jeszcze jedno przepraszam
Przepraszam, że idę
Unikam jednotorowego brzmienia
Spod ziemi
Przepraszam, że znów wybałuszam
Swoją historię nowożytną
Spod kołnierza
Przepraszam
To nie ta ulica i wejście do metra
Liczę światłoczułość
Codziennie rano wyznaczam tu nowe
Do starego tak bardzo podobne
Zagryzam croissanta
Zagryzam teraźniejszość
Między słowami wciąż chwałę i błyszczę
Przyjechałem tu po siebie
Tylu siebie już przecież widziałem
Jak wchodzę do rzeki
Na czerwonych światłach
I do sklepu, gdzie koniec mój
Bo jak tu wygrzebać odliczoną resztę
Siebie
Pogoń za utraconym
Silniejsza
Wpław
W kolejce
W rozbieżności,
Które wznosimy do ołtarza neonowego nieba
Jak ptaki
Skrzydlate cienie
Purpurą przed świtem
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz