środa, 17 maja 2017

Demonstracja

Mogę nazwać Was zwierzętami,
przegryźć, przełknąć, albo wypluć przed siebie.
Mogę spuścić do klozetu,
oprawić w antyramy, albo ustawić na najwyższe rejestry,
posłać w Internet, na demonstrację, rentgen, w szpitalne pieluchy.
albo do worka wyświechtanych i wszędobylskich izmów.

Zapewniam sobie niemałą rozrywkę,
biegając po tych dwudziestu paru metrach jak na bieżni.
Maraton wszystkich rozdwojonych i zawirusowanych myśli.
Uciecha goni smutek, wygrywa te drugie.
Nogi stają się watą, ale biegam dalej.
Pracuję nad sylwetką w bezpiecznej przestrzeni, od której codziennie uciekam.
Liczę wszystkie meble, ołówki, książki, ubrania.
Zasłaniam kotary, bo dzień patroszy mnie z refleksji,
których nie umiem później ubrać w słowo, nadać mu kontekst.
Za ścianą pies odszczekuje miarowo swój bezsens w pustkę.
W głowie odhaczam kolejny dzień, kiedy ta szmata zostawia go na cały dzień w domu.
Biegam dalej, jest już prawie siedemnasta.

Oszalałem na wiosnę i na żółto oszalałem.
Wsiadam na rower i jadę na pierwsze spotkanie z terapeutą,
który postara się mnie zrozumieć, albo wyśmieje
i wtedy przybiję mu piątkę.
Miasto to zdeformowana wata cukrowa o niedorzecznym smaku i zapachu.
Wszyscy chcą żreć tą watę i dobierają się do niej brudnymi paluchami.
Zaczynają już na skrzyżowaniu Górnej Wildy z Królowej Jadwigi,
żeby na Półwiejskiej spowić się w całości lukrową tandetą i różowym szczęściem.
Papużki nierozłączki, które chcą tylko żreć, kupować, rzygać i oglądać telewizję.
Posążki, za rączki, do łóżka, na zakupy, niedzielne obiadki.
Świat śmierdzi, staje się padliną, pomiotem.
Jadę dalej.

Mogę podać Wam rękę, a potem ją opluć,
zrobić Wam zdjęcie, ominąć, albo przewinąć bezwiednie taśmę.
Jest bowiem milion powodów, dla których nie będę szedł z Wami
po jednej stronie chodnika,
zasuwał za Wami krzesła, podawał płaszcz z wieszaka,
odpowiadał na bezsens i żarł razem tandetę.
To miasto sobie beze mnie poradzi,
a ja poradzę sobie nawet z największym kłamstwem - dajcie mi tylko kartkę i coś do pisania.
Od jutra wata cukrowa o trochę innym kształcie,
a przedtem dwadzieścia parę metrów, które trzeba znów dobrze poznać.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz