Oj, poczytałby, poczytał,
wspiął na ten fotel niemiłosierny z opowieści Woolfów
i czytał o świecie nie dla świata.
Tym czasem sztuka współczesna wyprzedaje się na ulicy,
można coś przymierzyć, odłożyć, doszyć, odpruć,
hasło - co łaska! albo - bóg zapłać!
Chodzi się, rozgląda, błądzi nie dla samego błądzenia,
pytania pozostają zamknięte, na każde z nich musi być odpowiedź,
no i stosowna tabliczka.
Czas leje jak z cebra,
daty, poeci, epoki, kierunki w malarstwie...
Wszystko zdaje się być nijakie i uproszczone,
tak jakby cały wiek XX zmieścić tylko w jednym słowie,
albo podczas posiedzenia w sali kolumnowej,
gdzie siedzi się i ma wrażenie, że świat umiera na nowo,
już nawet nie od Little Boy'a,
nie głodu, czy chorób.
Oj, rozsiadłby się tam wygodnie,
nogi oparł o parapet w pozycji horyzontalnej,
żeby nie uszkodzić płodnych myśli podczas lektury.
Tym czasem przed nami nowa zaraza.
Ot tak - pstryk - i jest!
Jedni są skażeni kompulsywną obojętnością,
drugich haniebne występki przegryza się jakoś,
przeżuwa i łagodzi tabletkami na niestrawność,
w kieszeniach nosi się granat
w postaci chusteczki do nosa, czy też pomiętej naszywki z Polską Walczącą.
Wychodzi się na barykady do drugiego pokoju w mieszkaniu,
tam telewizor, komputer - litościwy informator,
stoi się więc pomiędzy kanapą a meblościanką
i krzyczy się - czasami wtórując sąsiadom.
Na koniec nogi się myje,
wkłada w odświętne pantofle,
na pierś zakłada wykrochmaloną koszulę,
marynarkę, całość ściskając w biodrach pasem,
potem na taboret się wchodzi,
a później do smutnej pieśni gołębi w wywietrznikach
schodzi się,
oj, długo się schodzi...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz