sobota, 30 kwietnia 2016

repulsje

ważę w sobie resztek rozwagi
palce w dół pieszczę od miłości napęczniały brzuch
to w nim mija, gaśnie w oczach
przyglądam się jak w palcach mieli źdźbło suchej trawy
barwi przygryzioną wargę krwią
samotny samotnik
uwięziony ptak
osuwa się niebezpiecznie w sen
na ziemi ląduje i toczy się przed siebie podarek zawiniątko
obserwuję przez okna zdradliwych oczu z oddali
oddycha już miarowo

niebo pożera ostatek minionej nocy
w źrenice wlewa się z łatwością nieznośnie słońce
stoją na moście Rocha
każdy z osobna włada tym obrazem na swój sposób
są jak pomarańczy dwa kawałki
przedzielone na pół
za kołnierzem pulsują emocje
rozsadzają tkanki i ozdobnik ciał - skórę
łamią kości chrząstki nogi - następstwo ewolucji
wyliczam na palcach moich u rąk
dziesięć przykazań natury
przed deszczem prawie zawsze wzmaga się wiatr
słychać ptasi wrzask
stoją jeszcze na moście Rocha
uparcie dobierając cząstki ciszy zamiast słowa

karmię się nimi
kiedy pod klatką żeber wzmaga pustka głód
są dla mnie megalomanami tego uczucia
rozsiali je wszędzie po mieście
nie oddając w ręce innych ludzi rąbka tajemnicy
przetwarzam ich w głowie z każdej strony
są jak zblendowany w miazgę pokarm
pozbawiony kształtu chropowatości
są jak książka którą zamazujesz flamastrem
konwenanse same garną się na myśl
rozwarstwiam je by potem
zadzwonić do niego wieczorem bo tak wypada


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz