widziałem rzędy wpatrzonych we mnie oczu
pulsujące nadgarstki
i gardła w których zatrzymała się ślina
słyszeli mój głos
to nie był głos pokolenia
nawet nie echo albo szept
naszego pokolenia nie ma
nigdy nie było
jedyny jego ślad to miejsce urodzenia i pesel w dowodzie
nie ma wielkości słów
którą bezpiecznie możesz się opatulić
nie ma autorów
którzy jednym tylko zdaniem
zespalali tysiące innych
moja ufność do sceny
kończy się wraz z wejściem na nią
mikrofon okazał się być górnolotnym pretekstem
do rozważań nad tym co upada
te rzędy oczu czekają na impuls
moje znów gasną
i tylko drzewa które potem mijam po drodze
są trwałym świadectwem
przynależę do nich
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz