przyjeżdżasz z daleka
w moje ramiona
potem trwasz w nich beztrosko
papierosy same wkładają się do ust
książki na półkach kurzeją
przepoczwarzam się w sen na jawie
wielkie przekrwione oczy
przestaję z nogi na nogę
niech świta już
niech jesień
niech sam ze sobą
ostanę się
walczyłem o nas dziesiątki razy
spójrz jak termometr za oknem w dół
marnieje
nie zapiszę tej daty w skoroszycie
nie marcin
nie ty
słowa nie zespoliły się ze sobą
wybacz miły mój
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz