I.
Umrzeć w chwili ekstatycznego uniesienia
zrezygnować z rąk, nóg i posłusznych oczu.
Nie widziałem wojen,
bo nie chciałem ich widzieć.
Nie widziałem miłości,
bo nie chciałem jej dojrzeć.
W jasnym słońcu nadmorskiej opowieści,
w której osuwałem się z piaskiem
w czeluściach spodni mojego wybranka,
Nie nie wybrałem nie,
zanim poczęło się jeszcze tak.
II.
Ich ciała poszukiwały uniesienia
w jaskini electro, techno, spermy i pieniądza.
Widziałem -
każdy podążał za fiutem, ciasnymi spodniami
i upodloną klatką piersiową odsłoniętą do pępka.
Anioły bez skrzydeł.
Słowa bez słów.
Dotyk bez dotyku.
Chłopięcia o twarzach zbrukanych narkotykami i alkoholem,
z minuty na minutę mroczniejsi od samego boga.
Udawali taniec.
Udawali sens.
Udawali ojców, kobiety, kochanków i Synów.
Rzekłem -
- marnotrawna ta Ziemia,
na której nawet brokat, czy kiepy
nie są w stanie wzruszyć.
Poruszyć.
III.
Małe Garbary.
Lubisz, gdy kierowca autobusu przygląda się tobie niemrawo,
a Ty wysiadasz właśnie tam.
Może nikt Ci nie pomoże.
Może to właśnie Twój ostatni lot.
Wybrakowane skrzydła,
które chowasz szczelnie pod płaszczem,
nie zaznają tej nocy konkretnych dłoni właśnie Jego dłoni.
To nie przystań.
Nawet nie początek przygody.
Zapinasz jeszcze raz serce pod samą szyję.
Wchodzisz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz