Nie wiedzieli gdzie skończyć
A gdzie zacząć potajemne wypady
Czterech rąk
Czterech nóg
Tak wzajemne sobie obcych.
Padło na nieuczęszczany most nad rzeką.
Na chłodny październik.
Padło na tylnie siedzenia w jego samochodzie
Gdzie przestrzeń dla słów gestów i spojrzeń
Była tak nieskończenie zbędna.
Miasto było im wrogiem.
Kreacja ich ruchów kroków
Zostałaby bowiem brutalnie pogwałcona
W imię ojca i syna
I wszystkichich duchów ich poprzedników
Przez silne i brutalne ręce
Przez mniejszość większości.
Cedzili sny
Przez wąskie palce
O potędze wielkości
Megalomani uczuć.
Padło na chłodny październik.
Przez chwil rozsypanych
Było im dobrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz