Nazywajmy sztuką to, po czym tak sennie brodzimy. Trawa może być przecież pretekstem do rozważań o miłości i życiu, a twój nagi tors kompendium spełnienia. Możemy trwać przy sobie jak ptaki, samozwańczy podróżnicy, zwycięzcy w połowie drogi.
Morze. Nakreśl mi tylko jednym palcem w powietrzu morze. Rzuć wyzwanie wszystkim poetom, określ je jednostajnym, miarowym minimum z płuc. Pokaż jego zapach, smak i głebię rozpiętością ramion, wyczekuj moich westchnień i chłopięcej ulotności, przecież nie zdobyłem się jeszcze na wyznania, moja ręka ugrzęzła gdzieś w piasku, a twój wzrok w nadchodzącej jesieni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz