poniedziałek, 21 lipca 2014
helsinki
nie napiszę już nic co miałoby wpłynąć na dalszy tok moich rozmyślań o morzu piasku sopocie zmęczyło mnie patrzenie jak patrzą żeby patrzeć mówią żeby mówić ich gesty palce iloczyn słowotrocin kobiety zmęczone powietrzem pancerz ochronny w postaci perfum brylantyny modnych wyrazów telefonów hej czy wiesz że w tym pierdolonym kraju wszyscy mają teraz uczulenie na gluten i że pija się mleko sojowe bo nietaktem jest podanie zwykłego że agresja wśród młodych ludzi szastających pieniędzmi swoich rodziców spowodowana jest właśnie brakiem tych drugich w ich życiu wiesz że mój chłopak nosi skrzydła anioła i że ja latam razem z nim ja biedny wariat z natury kobieta o chodzie kaczki i krzywych nogach że nie lubię tęsknić bo tęsknota jest jak papieros tęsknota we mnie umarła spuściłem ją razem z brudem w desce klozetowej i koniec żyję w zawieszeniu już od dłuższego czasu przyzwyczajam się szybko żeby równie szybko się odzwyczaić wszędzie przytłaczający brak prawdy gdzie nie spojrzysz twory mechaniczne uczucia torsje kłamstw i zawiści urodziła mnie ewa z domu kamińska latem 1991 roku w szpitalu miejskim w asyście białych rąk i fartuchów chciała żebym został dobrym prawym i szlachetnym człowiekiem mamo ratuj ten pęk różowych balonów ugrzązł gdzieś w łakomych drzewach i nie wraca cisza patrzę spode łba nie raz nie dwa
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Marcinie. ilekroć tu zaglądam tak samo dobrze mi się Ciebie czyta. maisydaisy.
OdpowiedzUsuń