czwartek, 10 kwietnia 2014

wyprasowałem tobie zagniecenia na koszuli. wyglądasz teraz rzeczowo, wzbudzasz zaufanie. wychodzisz. słyszę zgrzyt własnych myśli, a może to zdezelowana winda? chciałbym wiedzieć, gdzie mam w tym momencie postawić nogi, gdzie położyć ręce, jaką minę przybrać. decyduję się w końcu na krzesło pod oknem, biorę pod pazuchę zbiór opowiadań Iwaszkiewicza, po czym siadam pośpiesznie, zakładam nogę na nogę i czekam. czekam aż zagubię się na stronach książki, ucieknę. pudło! nic nie jest wstanie odwrócić mojej uwagi od tego, co nastąpi za kilka godzin. bezskutecznie próbuję zawieruszyć się w mieszkaniu, nastawiam dwukrotnie pranie, przez dziesięć minut czujnie obserwuję wodę, którą nalałem uprzednio do szklanki, liczę spoiny na podłodze, biorę prysznic, obserwuję przez dłuższy czas sąsiadkę wyprowadzającą gołębie na spacer, potem zaglądam na pocztę, wyrzucam do kosza zbędne wiadomości...
zasypiam. śni mi się amy winehouse. jesteśmy w jej mieszkaniu, robię jej pedicure, a potem jedziemy gdzieś autobusem do centrum, na olsztyńską starówkę. nikt nie zwraca na nią uwagi, jest bezpieczna, anonimowa. ja natomiast, o dziwo, wzbudzam sensację. mam na sobie kostium tygrysa, wyłącznie otwór na twarzy mnie zdradza. amy nuci sobie pod nosem jakąś piosenkę, pije cole i pali. potem nagle spogląda na mnie z zażenowaniem, odwraca się i bez słowa odchodzi. mija mnie grupka starych szkolnych znajomych, wygrażają mi iphonami, są buńczuczni i zuchwali. na koniec widzę ciebie z jakimś mężczyzną, nie rozpoznajesz mnie, podchodzisz i uprzejmie się pytasz, czy możecie sobie zrobić ze mną zdjęcie. odpowiadam niskim, nie-swoim głosem, że tak. odchodzicie. jesteś szczęśliwy i cały w skowronkach, mówisz swojemu towarzyszowi, że nie lubisz zagnieceń na koszulach, chwalisz się, że codziennie przed wyjściem własnoręcznie je prasujesz. jecie lody i pozujecie przed pomnikiem Kopernika i wszystkich innych znanych i do wyrzygania atrakcjach turystycznych. podbiega do mnie nagle wilk i rzuca mi się do gardła.
budzisz mnie po kilku godzinach. wróciłeś. na twoim kołnierzu odnajduję plamę. odpowiadasz mi, że jadłeś lody, prawdopodobnie od tego ta plama. zaczynam płakać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz