nie śpieszę się bo nie znam przyzwyczajeń boga. mógłby swoim wątpliwym istnieniem podważyć nagle sens tramwaju, na który cierpliwie czekam, pod który chcę wskoczyć. śmierć byłaby wtedy czymś abstrakcyjnym, a może i nawet nieprawdziwym. wątpliwe i mało prawdopodobne stałyby się wtedy zmiażdżona czaszka, rozszarpany tors i torowisko, upstrzone wnętrznościami. moje ludzkie odruchy nakazują mi biernie stać i czekać, zmuszać go do ciągłych rekonstrukcji wydarzeń,a siebie do ciągłego dłubania mu w nosie, wiercenia w brzuchu, oklasków, ironii i śmiechu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz