środa, 12 lutego 2014

8.

podobno w kulturze dalekiego wschodu, liczba 8. jest symbolem ideału, idealnego spełnienia, doskonałości. ostatnio ciągle przytrafiają mi się ósemki.

powróciły do mnie mimochodem wspięły się po zapadniętej klatce piersiowej wąskiej szyi aż do ust. są już w brzuchu na dobre się w nim rozgościły są na swoim miejscu. stoję na palcach. w oknie na pierwszym piętrze mnie dostrzeżesz. dzielnica nieciekawa. bloki. bloki. bloki. ułożone psy. dużo starych ludzi i dzieci. gdzieś w połowie - pomiędzy końcem zimy a wiosny początkiem - dnie deszczowe dużo mgły i herbaty z imbirem. no i ja w stercie książek pogrążony w myślach. czytam dużo. tego możesz być pewien. ostatnio wypożyczyłem z biblioteki osiem cudownych książek i teraz rozładowuję napięcie seksualne w historiach w nich przedstawionych. prawą ręką robię sobie dobrze lewa zaś przewraca kolejne strony zaznajamia mnie z fakturą kartek bada wielkość i małość liter jest zgubna. edmund white. michał witkowski. harlan coben. są jak nowi kochankowie z którymi codziennie budzę się robię w kuchni obiad stoję pod prysznicem i zasypiam. już nawet nie chodzi mi o cielesność i męskość która wypłynęła spod ich pióra bardziej interesuje mnie to w jaki sposób udało im się sprostać moim literackim wymaganiom czym inspirowali się pisząc swoje książki i czy istnieje ktokolwiek na świecie kto podziela moje zdanie.
przestali do mnie dzwonić. zostawili mnie w świętym spokoju w zgodnym i harmonijnym świecie. nie muszę się już martwić o ich głupawe uśmiechy roztarte szminki na policzkach i perłowy dym z papierosa kiedy podczas całonocnych wypadów do centrum niszczyli gdzieś nad kuflem piwa cały mój charakter i indywidualne podejście do spraw codziennych. nigdy ich nie kochałem mimo że nazywałem przyjaciółmi. po prostu musiałem mieć ich przy sobie żeby przetrwać jakoś od późnej zimy do wczesnej jesieni. byli potrzebni moim ustom stopom czy dłoniom żeby odpowiednio nimi poruszać wprawić w ruch d r g a n i a .
teraz na powrót smakuję wolności. nie odpisuję na smsy chodzę samotnie na spacery dłubię w życiach mijanych mnie ludzi potrząsając za sznury drgają tańczą łaszą się do mnie lgną jak koty do ciepłego pieca. zapuszczam brodę która upodobni mnie do mojego ojca o solidnych dłoniach i stopach. wiem że kobiety boją się mnie mężczyźni natomiast chcieliby się w niej zawieruszyć spajęczyć się ogrzać w jej gęstwinie. nigdy nie czułem się lepiej, smakowiciej, czekoladowiej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz