piątek, 29 listopada 2013

narracje

Zakorzeniam się w początkach. W narracjach. W festiwalu wszystkich moich min i zmarszczek. Może nie jestem tutejszy, może nie przyszło mi stawiać tu pierwszych kroków i wypowiadać monosylabami zaklęć dzieciństwa. Nie mam też związanych z tym miejscem pierwszych skojarzeń, pierwowzoru występków, zwichniętej kostki, zapachu świąt, bitwy na śnieżki. Ubieram natomiast dzisiaj siebie w Motławę i Długie Ogrody, na szyję zarzucam Ołowiankę, a na nogi nakładam Klub Morza„Zejman” i zrujnowaną rzeźnię. Spierzchnięte usta i skostniałe dłonie smaruję pokoleniem sprzed lat, mieszkańcami tych wszystkich zapomnianych ulic i pozostawionych na pastwę losu budynków. Moje włosy pachną listopadem i cegłą. Idziemy. Noga za nogą, czujne palce badające chropowatość ścian i kocich łbów. W obiektywie oczu zatrzymuję na zawsze kruszejące i przygarbione spichrze i dostojny Hotel Gdański. Topię się w nostalgii i zapomnieniu. Jednoczę się z nimi. Zaglądam im pod pościel, w garnki i pod szafki. Mam czyste i jasne myśli. Odkurzam dłońmi czarno-białe zdjęcia, wydobywając z nich piękno. Uczę się ich historii na pamięć. Nie wystarcza samo słowo, sam zapach i pocztówkowa bibliografia. Jestem głodny cudzych wspomnień, chcę dokopać się do wnętrza ich świata, analogowych dźwięków i prostoty istnienia. Moimi przewodnikami po nieuczęszczanym szlaku są bezpańskie koty, pies Burek i ogromne twarze mieszkańców wyświetlane z projektora na murach. Podpowiadają mi gdzie iść, jak nie zbłądzić, którą ścianę dotknąć, w co zanurzyć zachłannie nozdrza.Widmost.Rozziew. Katastroficzne odgłosy pożaru. Wschód słońca przed północą. Zielnik czarownic. Aleja zaspanych drzew. Czekam razem z nimi na lato, chcąc jednocześnie zagubić się w tej jesieni.
Mój zachwyt wędruje głęboko pod ciepły wełniany sweter. Czuję, że zdarzę jeszcze ponarzekać, zrzucić z głowy tysiące włosów, przyozdobić się w drewnianą laskę, zapaść się głęboko w fotelu, stracić najbliższych z pola widzenia, siedzieć z papierosem bez końca w oknie, milczeć. Dzisiaj biegnę, mam jeszcze siły i zapasy czasu, by przyglądać się, podziwiać, wchodzić w interakcje z nieoczywistą architekturą i atmosferą Ołowianki, interweniować z innymi w przestrzeni publicznej. Chcę bezczelnie nie zdążyć na pociąg powrotny, zatoczyć koło i wrócić tutaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz