czwartek, 18 października 2012

thirteen - thirtyfive

do skrzyniomózgu Ci zagląda, białym dymem, zapachem pieczonych ziemniaków, zgniłych liści w ogniu stosem - lęk. dnie coraz krótsze, noce w nieskończoność czasu pełzną, sukienka na twoim ciele jakby schudła od samego patrzenia na Jego twarz, ręce powędrowały w górę, za kontuar szyi, bose nogi strącają ze stołu kurz. jesteś piękna, wołają za tobą mężczyźni na ulicy, jesteś piękna, wołają całując twoją cipkę, mądra, szarpiąc za włosy, kobieca i taka krucha, rzucając o ścianę. posiniaczoną pierś, nabrzmiałą od bólu i śladu Jego zębów, chłodzisz w misce lodu. potem dzwoni matka, odbierasz telefon, mówisz że u ciebie wszystko w porządku, właściwie nic się nie zmieniło. ona ciebie kocha, nauczyła się więc na pamięć wszystkich twoich kłamstw, nie pyta o więcej, odkłada słuchawkę po krótkim "do usłyszenia, córeczko". w zasięgu oczu dostrzegasz gdzieś "granicę" naukowskiej. matka kiedyś, teraz ja, myślisz sobie.
o północy przychodzi Karol, jedyny, który rozumie Ciebie, twoją kobiecość, z którą również się utożsamia. Karol łagodzi ból, czesząc twoje włosy, zmywając z ciała Jego zapach, kładąc się w końcu obok ciebie w pościeli. po mieszkaniu, wreszcie ciepłym i wysprzątanym, roznosi się zapach piernika i gorącej czekolady. zapalasz papierosa, myśląc o perłowym dymie unoszącym się pod nagość sufitu, i jednocześnie o kroczu twojego przyjaciela. nie ja jestem mu przeznaczona i nigdy nie będę, uświadamiasz sobie, przewracając się na drugi bok. mężczyźni tacy jak on, rozumieją tylko siebie i naturę kobiety. świat mężczyzn, również jest dla nich bezkresem tajemnic i wątpliwości. w tle słyszysz jeszcze Dillon i mruczendo Karola. I can say that you look pretty, you turn my legs into spaghetti, you set my heart on fire... Przychodzi ciężki sen. Oddychasz głęboko.

2 komentarze: