czwartek, 11 października 2012

Polsko

zgniłą jesienią witasz mnie
żurem w garze
matki wiadrem łez
to przez ciebie chudnę z dnia na dzień
w żywy szkielet przepoczwarzam się
serce - bańka fantomowych snów
pęka pryska no i cześć
sznurem szyję przyozdabiam
śmierci w wytrzeszcz patrzę -
przypodobam się

nie lubię ciebie o tej porze
deszcz ptaków liści mi na głowę
zrzucasz w jednej nanochwili
potem dziwisz się
że do domu umieram
budzę oczy tylko czasami
palce zaplatam
w niby pacierz
kikutów białych zatrzask

2 komentarze:

  1. nie pytaj mnie, co ciągle widzę w niej

    nie pytaj mnie... i t d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja o tej porze roku widzę w niej całą masę tworu, który składa się na moją depresję.

      Usuń