patrzę jak się pysznisz
pusząc się niby paw
widzę te zwoje skóry
obrastających w pstrokatych piórek płaszcz
móżdżek trochę się skurczył
w praniu a potem schnąc na sznurze
na rzecz pary skrzydeł i łap
nie jesteś już chłopcem
w którym zakochał się kiedyś cały świat
listopad nas zeżre
i kolejno odlicz wypluje na bruk
w rynsztoku depresji
będziemy się taplać
w polewie z wosku i siarki od zapałek
serca nasze mimochodem
skurczą się
od samego patrzenia
na nędznych żałobników tłum
pastę mutabal z bakłażanów
gęsinę na św. Marcina
wędzonego szczupaka
marynowane podgrzybki
pieczone risotto z dynią i szałwią
kompot z gruszek i śliwek
w kuchni popełniam samobójstwo
specjalnie dla ciebie
torsjami i w spazmach
wyrażaj swoją miłość
chcę usłyszeć jak gaśniesz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz