wtorek, 10 lipca 2012
21
I w końcu dochodzisz do takiego momentu w swoim życiu, że nie masz już nawet z kim wyjść na kawę, czy do kina. Zostajesz sam, na całą wieczność, zamknięty pośród czterech ścian z kotem na kolanach. Nakładasz na siebie stary sweter, pijesz hektolitry czarnej herbaty i uciekasz w świat muzyki i twoich ulubionych książek. Czasami jeszcze odwiedzi ciebie mama, wnosząc na tacy coś do jedzenia, ale zdarza się to coraz rzadziej, bo ona jest już znudzona widokiem twojej smętnej miny. Twoi wszyscy przyjaciele i osoby, którym tak bardzo zależało na twoim szczęściu i przede wszystkim uwadze, odchodzą w niepamięć. Stają się tylko płowymi ułamkami wspomnień, przypadkowymi nazwiskami, które kiedyś gdzieś nie-wiadomo-dlaczego zapisałeś w swoim notatniku. Nie poznajesz już ich nawet po głosie, kiedy raz na milion lat, zadzwoni telefon, a ty w przypływie uniesienia, odbierzesz słuchawkę. Przychodzi wreszcie taki czas, że przestrzeń, w której się poruszasz, to odległość między sypialnią a łazienką. Pozostają potrzeby fizjologiczne. Reszta przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Musisz jedynie pamiętać jak od czasu do czasu używa się widelca, albo szczoteczki do zębów. Wchodząc na wagę tyjesz od ciągłego patrzenia na świat przez pryzmat tego co było i stoi teraz w zgliszczach minionych dni, miesięcy, lat. Oglądasz na DVD: Wyśnione Miłości, Samotnego mężczyznę,Pianistkę...Jeszcze oddychasz i przynajmniej sprawiasz wrażenie osoby trwającej. Chyba za kilka dni kończysz 21 lat. Podobno to przepiękny okres w życiu człowieka. Nabywa się wtedy przekonania, że świat leży u twoich stóp, że możesz wszystko. Przeczytałem to w jakiejś książce. Autor i tytuł sugerowały samotność liczb pierwszych. Nie pamiętam zbyt dobrze.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
lubię ten matematyczno-fizyczny obliczony co do sylaby język Giordano.
OdpowiedzUsuńo, jak dobrze to znam.
OdpowiedzUsuń