potwór
podnosi się z kanapy
lunatycznym krokiem
wędruje w stronę kuchni
z lodówki wyjmuje
butelkę piwa
potem godzinami
obija się o szafki krzesła swoją męskość
potwór
zabiera mi życie
palenie papierosów przy otwartym oknie
czytanie książek
mamę brata chłopaka
aparat analogowy
sen
uśmiech na twarzy
potwór
wchodzi do mojego pokoju
ojcowską dłonią wytyka mi błędy
podważa moją młodość
wrażliwość
świat nie-czarno-biały
na który pracowałem latami
tym razem poddaję się bez walki
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz