Julia miała dzisiaj sen. Nie, nie taki zwykły, co wkrada się prawie każdej nocy w świadomość pod zamknięte płaty powiek. Jej sen był spod poszewki, był kwiecistą pościelą, puszystością szarego kota i najpiękniejszą z piosenek The Kills - Pale Blue Eyes. Śniły się jej różowe trąbacze, niby-słonie, ręka czarna jak węgiel, co codziennie rano zatrzymana w obiektywie zaspanych oczu tańczy zza łóżka, gestem zapraszając w niekończące się placebo. Kolory. Biały. Czerwony. Ultramaryna. W skrzyniomózgu cały wszechświat, across the universe, plakat zespołu BiFF, bose stopy mamy, wrześniowy Sigur Rós, papierosowe wieczory z M.
To wszystko symbole. Klucz do jej pięknego wnętrza. Słonie. Stopy. Kot. Sigur Rós. Zodiakalny rak.
Julia biegnie przez snorzeczywistość. Zwoje nocnych uliczek. Sznurowadła niezasznurowanych tenisówek, wspomnień. Ślady psich łap na drewnianej podłodze pełnej bluzek, biustonoszów, farb akrylowych, karteluszek, wstążek, ołówków, kliszy, książek.
Na samym końcu snu stoi jasny i dobry mężczyzna.Na potrzeby senności przypomina Rayana Goslinga. Pali papierosa, czuje się ten dym i fiolet, i śpiewa cicho pod nosem Pa pa power. Burn the streets burn the cars pa pa power pa pa power...Pada deszcz. Ciężar letniego powietrza ostaje się w nozdrzach. Mężczyzna bierze ją pod rękę. Nie mają parasolki. Wielkie i opasłe krople wsiąkają w młodzieńczość ich ciał. R. otula ją ciepłem swoich słów, po czym znikają w wąskości uliczki kocich łbów.
Broken glass broken hearts pa pa power pa pa power...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz