topię się w czarnej
wyszywanej koronkami
długiej do ziemi
uszytej na wyłączność męża
sukience
ciało
przylądek niepokoju
czterdziestoletnie arcydzieło matki i ojca
poddaje się w końcu sile ciążenia
jego oczu
samotna dama pikowa
strażniczka domowego ogniska
i stosu jego niewyprasowanych koszul
wpadam w przerębel odtrącenia
pułapkę nas - samotność
w kącikach ust
pozostałości szminki
ścieranej w pośpiechu
w biegu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz