walczę o twoją uwagę. o cały bukiet klapsów którym obdarzysz mój lewy pośladek i o uchwycone w pośpiechu chwile po trzech głębszych. nieroztropność. triumf ciał jakże młodych i pięknych. na dobranoc chwytasz mnie prawą ręką za szyję i słodko dusisz do poduszki. zaraz dotrzymasz danego mi słowa pocałunku. dla celów wyższych. dla sztuki kochania. zatrzymasz nas w sypialni tych wszystkich intuicyjnych zdarzeń na całą wieczność.
łoskot serca uwięzionego w klatce piersiowej. dłonie biegnące po twoim torsie i odpychające ciało w dół w przepaść nocy. mięśnie które walczą o ostatni taniec. naprężone liny stawów. sznury ścięgien. włókniny żył. umysł krzyczy. ja. umysł szuka ucieczki. ty. umysł pęka w szwach. my.
w twoich oczach spotykam zolę jesus. już wiem co to oznacza. ta przyjemna złość o której mi opowiadałeś kiedy jechaliśmy przed siebie i kiedy wsadzałeś mi rękę w majtki na tylnich siedzeniach twojego samochodu. to ty.
teraz pozostaje mi tak leżeć w bezruchu na krańcu nieświata łóżka. udawać zwłoki. chudymi palcami dotykać zimnych kończyn. czekać na cztery magiczne słowa z twoich ust.
nie. zostawiaj. mnie. jeszcze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz