czwartek, 28 lipca 2011

tylko łóżka mnie ratują.

Jesli nie mozesz teraz piescic mnie jezykiem i ustami, nie martw sie kochanie - bede piescil sie sam. Mam co prawda dwie lewe rece, ale moze to i dobrze, lepsze to niz noc. Gdybys tutaj byl, prawdopodobnie wgryzlbym sie w ciebie lapczywie, nie panujac nad zadna czescia mojego ciala. Za oknem deszcz. Sciana wielkiego placzu. To glodne koty, lisy albo szare wiewiorki. No i bezdomni. Tutaj wszyscy gloduja z powodu braku milosci.
Osuwam sie na zimne kafelki w lazience. Nie mysle. To moje uda, podbrzusze, a takze klatka piersiowa mysla. Drza. Jestem w tym momencie sercem Londynu - Trafalgar Square, gdzie nieprzyzwoicie marze o koncu swiata. Moja prawa reka - niespiace Camden. Ludzie. Setki tysiecy ludzi. Sa irokezy, dredy, dziwkarskie koturny, na zel albo lakier, z makijazem lub bez. Czuje sie jak na straganie. Moje przycpane oczodoly karmie ich widokiem. Jestem skrajnym egoista - wszystko chce dla siebie miec. Na wylacznosc. Lewa reka - Ilford, stacja Gants Hill, moj przystanek, a moze i dom. Chociaz z drugiej strony, nie mam domu i nigdy nie mialem. Jestem bezpiecznie bezdomny. Wchodze przez rozne drzwi, otwieram rozne okna, w roznych lozkach spie. Bez reszty oddajac sie chwilowej sennosci. Wystarczy jednak jeden telefon, jedna sekunda, a znikam. Wtapiam sie w tlo.
Chyba juz po wszystkim. Oddycham miarowo, wraca staly rytm bicia serca. Jeszcze chwile, moze dwie, leze tak w spazmach. W glowie resztki blednacych pocalunkow, na ktore nie starczylo nam czasu. Wstaje i chwiejnym krokiem wracam do kolejnego lozka, jedynego miejsca gdzie nie mysle jak pociagnac celnie za spust, zeby ciebie zabic.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz