Jestem nieprzytomny. N i e p r z y t o m n y. A jednak - idę pod prąd. W torbie: paczka papierosów ( kupiona na dworcu głównym ),zapalniczka, spaghetti kredek i ołówków ( a może zdążę spreparować jakiś szkic, chociażby jego portret pamięciowy ), kartki, temperówka, aparat fotograficzny i miętusy dla smaku. Cały mój dobytek.
Słońce jest wszędzie. Dosłownie. Nawet okularki w panterkę ( tak, te których tak nie lubisz ) przestały mi pomagać. Muszę więc mrużyć oczy. Jestem jak ćma.
Szczecin. Ludzie. Tramwaje. Autobusy. Koniec kwietnia. Koszula w kratę, sweterek w kolorze nieba, pod krawatem. Idę przed siebie. Przede mną On. Potykam się o wystający krawężnik. Spojrzenie przechodniów - oferma.
Jestem ze wschodu. Tak, tak, znam to na pamięć. Skąd? Jak to skąd? Z Olsztyna. Aha, z Olsztyna. Ale nie mam tego wypisanego na czole, więc przestańcie się gapić. Zdaję sobie sprawę z tego, że jestem dzisiejszą sensacją, zjawiskiem. Dzisiaj jestem, jutro mnie nie ma. Znikam. Szybko. Bezszelestnie. Bezproblemowo.
Szczecin. Prawobrzeże czy lewobrzeże Odry? Nieważne. Wieżowiec. Szóste piętro. Jego mieszkanie. Kolacja. A potem? Chodź do mnie, dotknij, pocałuj, daj klapsa, zrób mi dobrze. Zasady gry - brak zasad. Liczy się chwila. Intuicja. Teraz.
Siedzę w pociągu. Powrót. Za oknem Koszalin, albo Stargard Szczeciński. Wracam. Przede mną kobieta z różańcem w ręku. W przedziale duszno. Śmierdzi potem i zmęczeniem. Odwracam głowę w drugą stronę. Próbuję zasnąć. W głowie obraz Ciebie, świeży i taki doskonały. Jeszcze tam wrócę. Wrócę do Ciebie. Dzień dobry, kontrola biletów. Głos oschły i oficjalny. Za kilka godzin powita mnie wieczne zrzędzenie ojca i powrót do rzeczywistości. Słyszałeś? Jeszcze do Ciebie wrócę. Kocham Cię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz